czwartek, 24 maja 2012

TOYS 'N THINGS - TROLL FORCES

Kiedy kilka dni temu trafiła w moje ręce pewna figurka, od razu przypomniał mi się ludzik opisany przez Kolektora a mianowicie: Turtle Troll :)) Ale po kolei! W naszym kolekcjonerskim życiu trafiamy na okazy, które sprawiają nam frajdę, zadowolenie, albo i zazdrość, chęć posiadania.. niektóre nas zadziwiają, nad innymi popadamy w zachwyt lub w ogóle nam nie przypadają do gustu. Są jednak i takie, które wywołują w nas atak histerycznego śmiechu! O takim ludziku dziś będę pisała :))) Bo taki właśnie trafił w moje ręce i choć ma już swoje lata - ujrzałam go po raz pierwszy kilka dni temu. Do dziś dnia nie mogę normalnie w to uwierzyć, że jest prawdziwy i istnieje. Mało tego.. To nie będzie podróbka, lecz ludzik który ma swoje korzenie, kraj pochodzenia i ... gildię identycznych kompanów. To jest autentyczny ludzik, którego ktoś wykreował (być może był ten ktoś na wielkim kacu whatever..) - powołał do życia, z wiadomych tylko sobie powodów :) Hmn.. zacznijmy od obrazka przypominającego echo naszego dzieciństwa. Wtedy widok włochatych, gumowych Trolli nikogo by nie zdziwił! Pamiętacie te dziubki???


Z pewnością je dobrze kojarzycie. Trollki z kolorowymi czuprynami i słodkimi mordeczkami. No więc teraz wrzucam zdjęcie takiego Trollka, który zjawił się pod moim Grayskull Castle. Niewinny, sympatyczny, słodki, taki bidulek, opuszczony przez świat, szukający swojego miejsca na czyjejś półce... Słodziak do potęgi:


Te biedne, niewinne, niebieściutkie oczęta. Minka małego dzieciątka... Ale co to, co to się dzieje?? Ludzik w całej okazałości wygląda tak: (Photoshop nie został tutaj użyty, przysięgam :))) !!!)



Na usta nasuwa się pytanie WTF?? Główka Trollka siłą wytarganego z rączek czteroletniej dziewczynki zmiksowana z ciałkiem jakiegoś Galaxy Warriora - o których już tu pisałam!! Choć nie wszystkie elementy są identyczne, różnią się ciałka obu figurek. Przede wszystkim dłonie i nadgarstki, klatki piersiowe ale także elementy paska są różne w pewnym stopniu:


Ludzie koniec świata! :)) Toż to jakiś skandal!! Jak to się prezentuje?? Przecież on wygląda jak kanapka z salcesonem, posmarowana dżemem ananasowym!! :)) I co się okazuje? Ten ludzik to ma nawet sygnaturkę z tyłu łebka: T.N.T 1992 China oraz jakże ciekawy napis na lewym udzie: CHINA



A jeśli poszukamy więcej informacji na jego temat, oczy same powiększają się ze zdziwienia! One (tak, jest ich więcej!!) czyli TROLL FORCE - były sprzedawane na blisterkach (a jak!!) razem z ekwipunkiem! Poważnie!


Bardziej odważni idąc tym tropem trafiają na kolejnych Trolli Mocy etc. - i każde kolejne zdjęcie prezentujące kolejnego Trolla zadziwia jeszcze bardziej i zabawa trwa na całego. Okazuje się że Trolle różnią się kolorem włosów, oczu, skóry no i każdy ma inne "wdzianko". Tutaj pomysłowość twórców rzuca bez pardonu na kolana! Uwaga... wrzucam kilka przykładów, żeby nie było, że nie ostrzegałam!!





No cóż... Jest to kolejna ciekawostka po Galaxy Warriors o której warto tu było napisać. Osobiście nigdy nie wpadłabym na to, aby "pacynkowaty" dziubek włochatych Trolli wbić na ciałko bohaterów ze świata MOTU itd. Mix nieprawdopodobny. Jeśli powstał, wspomniany przeze mnie na samym początku Turtle Troll, wiemy już że istnieje Troll Force - to bądźmy przygotowani na czyhające gdzieś w ukryciu Troll Jedi czy też tajemnicze G.Troll.Joe albo... lepiej módlmy się, żeby nigdy nie wychodziły na światło dzienne i żyły w swoim świecie - tak będzie bezpieczniej dla nas wszystkich :)))






poniedziałek, 21 maja 2012

MOTU - STAMPS

Dzisiaj otrzymałam rewelacyjną przesyłkę od kochanego Kolektora - w środku której min. znajdowała się kolekcjonerska bomba w postaci kilku rarytasowych pieczątek z serii jakże przeze mnie kochanej - Masters Of The Universe. Nie ma takich słów zachwytu, które należałoby z siebie wyrzucić, czy słów podziękowania... Nie ma, jest za to niema radość, charakteryzująca się otwartą gębą z lekkim niedowładem :) Ale do rzeczy... Zdjęcia już wrzucam i pokazuję co i jak i po co i dlaczego. No to na początek:


Za chwilę pokażę wyraźniejsze zdjęcia poszczególnych pieczątek, tutaj jednak wrzucam fotko wszystkich tych pieczątek, stojących ślicznie w szeregu przed moją doświadczalną karteczką. Niestety nie mam w domu kropli atramentu, to już nie te czasy kiedy ładowało się atrament do chińskiego pióra... (... no właśnie, pamiętacie? Kiedyś każdy chciał chińskie pióro, chiński piórnik, że o różowych i białych CHIŃSKICH kredkach nie wspomnę, a dzisiaj wszyscy się skarżą na "made in china", świat się zmienia co dekadę o 180 stopni!! No ale wracam do tematu :)) i przy okazji paćkało nim obrus, stół a nawet ścianę... - więc użyłam farbki plakatowej i efekt jest w miarę zadowalający. Tak wyglądają pieczątki po ich użyciu, zabawa z nimi przypomniała mi beztroskie czasy dzieciństwa...


Już kiedyś pisałam tutaj na blogu o pieczątkach - które posiadam w oryginalnych opakowaniach. Z tej samej wersji otrzymałam teraz pieczątkę:


WHIPLASH - jako jedyna posiada nadal swój oryginalny tusz!!  I przedstawia bardzo sympatyczną wersję samego Whiplash'a :) Piękna sprawa!


KING HISS - tutaj akurat tusz wyparował :) Jednak osobiście uważam, że ta pieczątka jest jedną z piękniejszych!


TUNG LASHOR - bardzo fajnie wykonany ludzik a i pieczątka interesująca, o tak!


SNOUT SPOUT - figurka super, trzyma się za trąbę, jest ok - ale pieczątka przypomina jakiegoś Hufalumpa :)

Te pieczątki to fajny element kolekcji, jakże rarytasowy, tym bardziej że dzisiaj są one dostępne już w raczej "luźnej" formie, z brakującymi elementami, choć oczywiście można nabyć te stempelko-pieczątki w blistrach. Żadem problem, trzeba szukać, kupić a potem sporo zapłacić. Norma w świecie kolekcjonerskim.
Włochy to kolebka tych pieczątek, stąd włoskie napisy znajdujące się nad pieczątkowymi podobiznami bohaterów MOTU. I istnieją inne "formy" owych pieczątek. Teraz zaprezentuję bardziej rarytasowe wersje - trzech różnych charakterów świata MOTU.


HE-MAN - rany boskie! Na temat tych dwóch pieczątek - nie mam po prostu słów. Pomimo lekkiego ubrudzenia atramentem - ich stan oceniam na bardzo dobry! Dwie identyczne i kompletne pieczątki (na tym zdjęciu brakuje spodeczka pieczątki po lewej, ale używałam go do uzyskiwania pieczątek na papierze, co by więcej spodeczków z gąbką nie brudzić niepotrzebnie ;)) z głównym bohaterem - samym He-Man'em w roli głównej! Jak widać na czerwonym tle znajduje się biała naklejka z miniaturową wersją pieczątki He-Man'a, natomiast z drugiej strony czerwonej "rączki" pieczątki, jest naklejka z logo MOTU, którą będzie można zobaczyć na innych zdjęciach pod spodem. Każda taka pieczątka takową posiadała. Cudowny gadżet dla każdej kolekcji fana MOTU!!!


KING RANDOR - tutaj także podwójny egzemplarz prezentuję, choć jeden nie jest już kompletny, natomiast drugi jest lekko ubrudzony na naklejce z miniaturką Króla Randora. Stan i tak oceniam bardzo dobrze. Przecież te pieczątki powstały w połowe lat 80tych to i tak cud - że przetrwały gdzieś i mogę je tutaj zaprezentować! Król Randor na pieczątce prezentuje się baaaarrrdzo dostojnie :)


CLAMP CHAMP - ciemnoskóry przystojniak, dla mnie osobiście jedna wielka niespodzianka!! Niebieska pieczątka. Czerwona na tym zdjęciu to He-Man, z obiecaną naklejką z logo MOTU. Wracając do Clampa'a - to od razu widać, że ta pieczątka jest w stanie idealnym - rzekłabym nie używanym od nowości!! Oczywiście ja już ją użyłam, aby dokonać prezentacji, ale natychmiast po odbiciu podobizn wszystkich tych MOTU postaci - wyczyściłam pieczołowicie wszystkie pieczątki i ułożyłam je delikatnie w pudełeczku. Oddałam się tej czynności z wielkim poświęceniem i pietyzmem :))) No cóż, tu już więcej nic chyba nie trzeba pisać? Piękne pieczątki, ciekawy dodatek do kolekcji - ogółem bomba. Każda pieczątka posiadała inny kolor atramentu, w każdym bądź razie było to zróżnicowane. Co z pewnością cieszyło sporo dzieciaków :) Ja w czasach dzieciństwa nie miałam pieczątek z MOTU, ale dzisiaj sobie to ODBIŁAM za wszystkie czasy! I  to dosłownie!!